fbpx

Aktualności

Antoni Pawlicki: Prawdziwi w swoim tu i teraz

18.05.2020

Jest dobrze znany publiczności teatralnej i filmowej. Aktor angażuje się także w działalność filantropijną. W okresie pandemii wspiera powstańców warszawskich, niedawno pomagał w akcji ratowniczej w czasie pożaru w Biebrzańskim Parku Narodowym. Od wielu lat jest również naszym przyjacielem.

– Widać było, że, na planie zdjęciowym tegorocznego spota kampanii 1% Fundacji Anny Dymnej „Mimo Wszystko”, Antoni Pawlicki emanuje mnóstwem pozytywnej energii. Skąd ten zapał?

– To mój drugi spot dla tej fundacji. W pierwszym wziąłem udział przed pięcioma laty, razem z Michałem Ziomkiem, poruszającym się na wózku zwycięzcą Festiwalu Zaczarowanej Piosenki. Podopieczni fundacji Anny Dymnej są wspaniałymi ludźmi. To oni dają tę pozytywną energię. Starczy mi jej na parę następnych miesięcy. Dlatego z ochotą tutaj się zjawiłem. Zresztą zawsze bardzo chętnie biorę udział w projektach realizowanych przez fundację „Mimo Wszystko”. Ania Dymna jest dla mnie autorytetem, człowiekiem niezwykłym. Swoje życie i sukces zawodowy przekuła na pomoc potrzebującym. Powinniśmy brać z niej przykład. Kiedy Ania pyta, czy mogę w czymś pomóc, zawsze robię wszystko, żeby móc z nią działać.

Fot.: Magdalena Woch

– W jednym z ujęć spota wypowiada Pan kwestie razem z niepełnosprawnym intelektualnie Waldemarem. Jak układała się współpraca między wami?

– Waldek jest fantastyczny. Co prawda, kiedy przygotowywaliśmy wypowiadany podczas ujęcia tekst, miał problemy. Ale, gdy stanął przed kamerą, wypadł znakomicie, niczego nie zapomniał. Oglądaliśmy potem to ujęcie na monitorze. Wyszło świetnie. Byłem wzruszony. Waldek okazał się superprawdziwy, a przy tym świetnie się bawił, był w pełni otwarty. Jego dobra energia udzielała się całej ekipie. Wszyscy byli uśmiechnięci, kiedy patrzyli na jego postać.

– Prawdziwość, otwartość… Mamy z tym problemy i zwykle to maskujemy.

– I po co tak kombinować? To przecież potwornie męczące. Uczymy się autentyzmu od niepełnosprawnych intelektualnie podopiecznych fundacji Ani Dymnej. Oni nie mają wielkich ambicji, dalekosiężnych planów. Nie kombinują. Są prawdziwi w swoim tu i teraz.

– Dorosłe osoby z niepełnosprawnością intelektualną są najbardziej zagrożone wykluczeniem społecznym. Są nawet tacy, którzy spisują je na starty i nie zamierzają wspierać. Po co to robić, skoro podopieczni Fundacji Anny Dymnej „Mimo Wszystko” nie zmienią się ani nie będą społecznie użyteczni?

– Takie pytanie trudno komentować w jakikolwiek sposób. Ania robi fantastyczną robotę właśnie dlatego, że zajmuje się osobami najbardziej zepchniętymi na społeczny margines. Przecież one nie poradzą sobie bez pomocy z zewnątrz. Notabene kiedyś zaangażowałem się we wspieranie ośrodka dla dzieci w Kenii. Przekonałem się na własne oczy, w jak potwornym ubóstwie żyją podopieczni tej placówki. Wspólnie z kolegą zacząłem działać, by im pomóc. Wtedy spotkałem się z krytyką. Zapytano, dlaczego pomagam dzieciom w Afryce, skoro w Polsce tyle dzieci też żyje w biedzie?

– Jak brzmiała Pańska odpowiedź?

– Dla mnie poruszanie takich zagadnień jest całkowicie niezrozumiałe i nie na miejscu. Niech każdy sam odnajduje w sobie potrzebę oraz cel pomagania, niech rozsądza we własnym sumieniu, komu i dlaczego pomaga. Ważne, żeby nie być obojętnym na cudze cierpienie oraz nieszczęście. Działania fundacji Ani Dymnej są o tyle istotne, że kiedy osoby z niepełnosprawnością intelektualną stają się dorosłe, mało kto zwraca na nie uwagę. Bywa często, że bliscy takich osób nie mogą się nimi zajmować albo umierają. I gdzie ci ludzie mają się podziać? W Polsce ten problem zawsze pozostawał nie do końca rozwiązany. A przecież każdy jest człowiekiem, każdy ma uczucia. Choroba czy niepełnosprawność nikomu nie odbiera człowieczeństwa.

Fot.: Magdalena Woch

– Ryszard Kapuściński napisał, że dobry dziennikarz musi być przede wszystkim dobrym człowiekiem. Czy sądzi Pan, że z aktorami jest podobnie?

– Coś w tym jest… Role, które gramy, mają przecież źródło i energię w nas samych. Jeśli więc staramy się być prawi w codzienności, ma to bezpośrednie przełożenie na nasz zawód. Inna rzecz, że aby być aktorem, trzeba mieć wrażliwość na drugiego człowieka. Nierzadko role budowane są na ułomnościach czy deficytach kreowanej postaci. Należy więc pozostawać czujnym na ludzkie niedoskonałości, niedostatki. Rozumieć je.

– Może dlatego wielu aktorów z ochotą angażuje się w akcje filantropijne?

– Pewnie tak. Być może są tacy, którzy obojętnie mijają ludzi chorych, cierpiących biedę albo niepełnosprawnych. Nas, aktorów, porusza los takich osób, rozumiemy, co one czują. Pamiętam, jak Zbyszek Zamachowski zabrał mnie do domu dla osób niepełnosprawnych intelektualnie, który wspiera w swoich rodzinnych Brzezinach pod Łodzią. Uprzedził, że mogę tam poczuć się dziwnie, skoro dotychczas nie zetknąłem się z takimi niepełnosprawnościami. Nigdy nie zapomnę tego ogromu pozytywnej energii, jaki otrzymałem podczas tej wizyty, od ludzi żyjących w bardzo trudnych warunkach, właściwie zapomnianych przez świat.

– Aktorstwo to chyba również dzielenie się z publicznością własną energią.

– Oczywiście. Dlatego uważam, że spotkania z podopiecznymi fundacji Ani Dymnej są dla mnie niezwykle istotne. Czerpię od tych osób dobrą energię, którą wykorzystuję i w codzienności, i w teatrze bądź filmie.

Rozmawiał Wojciech Szczawiński

Podaruj 1% naszym podopiecznym 

 

Zobacz wideo

Może Cię zainteresować

Paweł Domagała online

27.05.2020

Będzie to z pewnością pełne dobrej energii wydarzenie. Szczególnie w tych niełatwych czasach. Paweł Domagała zagra koncert online. Zrobi to także z myślą o naszych podopiecznych.

Jest się czym chwalić

26.05.2020

Wakacje za pasem. Tegoroczne będą szczególne. Miejmy jednak nadzieję, że upłyną słonecznie, radośnie i spokojnie. Tych, którzy wybierają się nad Bałtyk, zapraszamy do odwiedzenia Lubiatowa.

Dołącz do newslettera