fbpx

Aktualności

Bez ściemy, cz. I

14.11.2025

„Przestańmy bez końca tworzyć miejsca, w których uprawia się dostępność, aby osoby z niepełnosprawnością mogły podziwiać ludzi zdrowych. Zacznijmy budować przestrzenie, w których to ludzie zdrowi będą mogli zachwycać się talentem osób z niepełnosprawnościami” – mówi Gabriela Oberbek, aktorka teatralna, filmowa, telewizyjna i oligofrenopedagożka.

Podobno Anna Dymna powtarza swoim studentom, że powinni oglądać spektakle aktorów z niepełnosprawnością intelektualną, uczyć się od nich scenicznego autentyzmu. Czy również Pani usłyszała tę radę w okresie swoich studiów w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej im. Ludwika Solskiego, przemianowanej, w 2017 roku, na Akademię Sztuk Teatralnych imienia Stanisława Wyspiańskiego w Krakowie?

Wielokrotnie pani profesor o tym wspominała. Z wielką pasją opowiadała również o swojej fundacji „Mimo Wszystko”, a także o współpracy z teatrem „Radwanek”, który tworzą dorosłe osoby z niepełnosprawnością intelektualną ze schroniska w podkrakowskich Radwanowicach.

Gabriela Oberbek podczas gali 25. Festiwalu Twórczości Teatralno-Muzycznej Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną „Albertiana”, fot.: Marcin Gielzak

Jak reagowała Pani na tego rodzaju namowy profesor Dymnej?

Szczerze? Wtedy brzmiały one dla mnie uroczo, bardzo szlachetnie. Nawet wzruszająco. Nie czułam jednak, by mnie dotyczyły. Kiedy człowiek czegoś nie pozna, to tego nie rozumie. Dziś mam radykalnie inne podejście. Nieraz wracam myślą do tamtych słów profesorki.

A kiedy, po raz pierwszy, zetknęła się Pani z osobami z niepełnosprawnością?

W zasadzie jako dziecko. W tamtym okresie sypałam kwiatki podczas kościelnych uroczystości na moim osiedlu. Robiła to również, niewiele młodsza ode mnie, dziewczynka. Miała na sobie śliczną, białą sukieneczkę. Potwornie dokazywała. Wyróżniała się w tłumie. Zapytałam mamę, co tej dziewczynce dolega, dlaczego jest taka inna. Mama odparła, że ta dziewczynka wygląda inaczej, bo ma zespół Downa. Ale że myśli i czuje podobnie jak wszystkie dzieci. Ta dziewczynka to Marysia Kalisz. Moja Marynia. Sąsiadka. Przyjaciółka. Dziś aktorka teatru „Drużyna”, który prowadzę. Jest też mistrzynią świata w paratańcu sportowym. Ale bezpośredni kontakt z osobami z niepełnosprawnością nawiązałam dopiero w 2017 roku. Dołączyłam wtedy do ogólnopolskiego projektu „Szkoła Teatralna” Fundacji Pomocy Osobom Niepełnosprawnym „Nie Tylko”.

W jakich okolicznościach dołączyła Pani do „Szkoły Teatralnej”?

Pewnego wieczoru kończyłam pracę w Teatrze „Variété” w Krakowie. Koleżanki, które, po spektaklu „Legalnej blondynki” w reżyserii Janusza Józefowicza, wracały do Warszawy, zapytały, czy nie miałabym ochoty poprowadzić zajęć dla osób z niepełnosprawnością intelektualną. Stwierdziły, że skoro mam serducho do ludzi, to z pewnością w projekcie „Szkoła Teatralna” świetnie dam sobie radę. W tamtym czasie miałam sporo na głowie: zwalniałam etat w teatrze, dostałam pracę w serialu. W życiu prywatnym przeżywałam różne zawirowania. Zresztą nigdy nie myślałam, by zawodowo robić cokolwiek poza sceną albo planem filmowym. Stwierdziłam jednak, że zobaczę, o co w tym projekcie chodzi. Idąc na pierwsze zajęcia do Zespołu Szkół Specjalnych numer 14 w Nowej Hucie, byłam niemal pewna, że do takiej pracy kompletnie się nie nadaję. Myślałam: przecież niepełnosprawność jest smutna. Sądziłam, że zamiast cokolwiek prowadzić, będę pewnie ryczała w kącie. Wszystko jednak potoczyło się inaczej. Poznałam prezesa fundacji „Nie Tylko”, Roberta Nowaka, który przyjechał na spotkanie ze mną i uczestnikami zajęć. Opowiedział mi on o swoim zespole teatralnym, działającym na terenie Teatru „Kamienica” w Warszawie, oraz o idei projektu. Przegadaliśmy wtedy wiele godzin. Oczy mi zapłonęły, serce mocniej zabiło. Poznałam uczestników „Szkoły Teatralnej”. I tak otworzyła się w moim życiu nowa, fascynującą droga.

Tak czują się zwycięzcy „Albertiany” – teatr „Drużyna” w holu głównym Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, fot.: archiwum prywatne Gabrieli Oberbek

To znaczy?

Szybko wyczułam, że spłaszczanie możliwości i ambicji dorosłych osób z niepełnosprawnością intelektualną do poziomu klaskania, grania na cymbałkach czy powtarzania piosenek dla dzieci to nie jest szczyt ich artystycznych możliwości. Zaczęłam więc proponować partnerskie podejście do sztuki, z elementami samodzielności, które dają poczucie sprawczości. Dzięki temu, po latach pracy, stworzyły się między nami przyjaźnie. Pozwoliły one zbudować mój teatr „Drużyna”. Dziś to laureaci wielu festiwali i zwycięzcy tegorocznego Ogólnopolskiego Festiwalu Twórczości Teatralno-Muzycznej Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną „Albertiana”. „Drużynę” prowadzę z mężem, Jarkiem. Zespół tworzą osoby z umiarkowaną i znaczną niepełnosprawnością intelektualną.

Dla niektórych osób z niepełnosprawnością intelektualną oraz schorzeniami sprzężonymi gra na cymbałkach bądź rytmiczne klaskanie to znaczący sukces. Może wtedy przesadziła Pani nieco z tą swoją intuicją?

Jeżeli widać, że moich aktorów stać na wiele więcej, to dlaczego iść na skróty? Dwa lata temu ukończyłam studia pedagogiczne z zakresu oligofrenopedagogiki. Mam wielki szacunek dla ludzi, którzy arteterapią zajmują się na co dzień. Nie zmienia to faktu, że nie jestem fanką tworzenia ściemy, która w istocie upokarza osoby z niepełnosprawnością intelektualną. Należy przecież odróżniać pracę twórczą od zajęć stricte terapeutycznych. Przeprowadziłam przez lata setki rozmów z uczestnikami „Szkoły Teatralnej”. Pytałam: kim są, co lubią, co robią. Te osoby − wbrew powszechnej opinii − mają naprawdę bardzo dużo do powiedzenia. Nawet jeśli nie potrafią mówić, to porozumienie z nimi można budować na wielu niewerbalnych płaszczyznach. A wracając do pierwszych zajęć „Szkoły Teatralnej”, przyznam, że przeżyłam szok.

Dlaczego?

Jedna z uczestniczek zajęć wyznała, że ma na tyle ciężkie życie, iż jest zwolenniczką usuwania ciąży. Przyzna Pan, że dorosła kobieta z niepełnosprawnością intelektualną, mówiąca o aborcji, to mocny przekaz. Długo zbierałam się emocjonalnie po tym wyznaniu. Zarazem właśnie wtedy nabrałam pewności, że kiedy tych dorosłych ludzi przestajemy traktować jak wieczne dzieci, to mają oni do przekazania sporo ważnych dla świata rzeczy. Nie wolno tego zakrzykiwać własnym, wymyślonym postrzeganiem ich niepełnosprawności.

Anna Dymna w otoczeniu „Drużyny”, fot.: Jarosław Praszkiewicz

I co Pani zrobiła z takim wnioskiem?

Zaczęliśmy opowiadać na scenie o tych ważnych sprawach, nakłaniać publiczność do refleksji. Pisałam własne adaptacje znanych tekstów. Dopasowywałam przekaz do danej grupy. Z czasem dla „Drużyny” zaczęły powstawać autorskie teksty, takie, jak „Krótka historia o emocjach”. Oczywiście, nic nie stało się ot tak. Budowałam starannie relacje z moimi aktorami, uczyliśmy się siebie wzajemnie. Przegadaliśmy wiele godzin na różne, nie zawsze łatwe, tematy. Teatr posiada wiele możliwości i środków wyrazu. Mogą się w nim sprawdzać także aktorzy z niepełnosprawnością intelektualną, którzy mają na przykład problem z mówieniem czy poruszaniem się. Takich utalentowanych osób jest w Polsce sporo. Dlatego chwała Annie Dymnej za to, że ich spektakle wprowadziła na salony. Gala Ogólnopolskiego Festiwalu Twórczości Teatralno-Muzycznej Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną „Albertiana”, którego pani profesor jest pomysłodawczynią, odbywa się przecież na Dużej Scenie przepięknego Teatru imienia Juliusza Słowackiego w Krakowie. Podobnie dzieje się w przypadku Festiwalu Zaczarowanej Piosenki, który fundacja Anny Dymnej organizuje dla utalentowanych wokalnie osób z niepełnosprawnościami. W tym ogólnopolskim, kilkuetapowym konkursie też nie ma taryf ulgowych. Nie ma ściemy. Jury tworzą uznani artyści. Zwyciężają więc tylko najlepsi wokaliści. Dzięki temu utalentowane wokalnie osoby z niepełnosprawnościami stają się we własnych i postronnych oczach pełnowartościowymi artystami, nabierają wiary w swoje możliwości: nagrywają płyty, koncertują, odnoszą sukcesy nawet w „Debiutach” na festiwalu w Opolu. Zmienia się ich społeczny wizerunek. Oto istota społecznej integracji czy, tak modnej ostatnio, dostępności. Zresztą przestańmy bez końca tworzyć miejsca, w których uprawia się dostępność, aby osoby z niepełnosprawnością mogły podziwiać ludzi zdrowych. Zacznijmy za to budować przestrzenie, w których to ludzie zdrowi będą mogli zachwycać się talentem osób z niepełnosprawnościami. Notabene bardzo jestem dumna, że moja „Drużyna”, podczas tegorocznej edycji, zajęła w „Albertianie” pierwsze miejsce.

Była radość?

Był totalny szał radości. Występ w finale „Albertiany”, który w marcu odbywał się w Chrzanowie, przeżywałam ogromnie.  Tym bardziej, że tamtejszemu jury przewodniczyła profesor Dymna. Nie mogłam wtedy pojechać z „Drużyną”. Tego dnia grałam spektakl w Krakowie. Właściwie nie pamiętam, co tam grałam. Za kulisami cały czas byłam na telefonicznych łączach z moimi drogimi aktorami. Uważałam, że są już na tyle zgrani, że poradzą sobie beze mnie. Mimo wszystko emocje przeżywałam spore. Kiedy wyszłam z teatru po spektaklu, zadzwonił mój telefon. W słuchawce usłyszałam radosne okrzyki. I ten najważniejszy: „Wygraliśmy!”. Myślę, że o tej wygranej usłyszał wtedy cały Kraków, bo biegłam ulicą, darłam się w niebogłosy, jakbym co najmniej dostała Oscara. Nigdy tego momentu nie zapomnę. Potem jeszcze − chyba z pięćset razy − oglądaliśmy nagrany telefonem filmik, w którym Anna Dymna ogłaszała: „Zwycięzcą 25. Ogólnopolskiego Festiwalu Twórczości Teatralno-Muzycznej Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną »Albertiana«, w regionie trzecim, została »Drużyna« z Krakowa”. Występ podczas gali 25. „Albertiany” w Teatrze Słowackiego był dla nas spełnieniem marzeń i ogromnym wyróżnieniem. Doświadczyliśmy też na zapleczu festiwalu ogromnego profesjonalizmu. Będziemy te wszystkie chwile wspominać do końca życia.

Teatr „Drużyna” w spektaklu „Krótka historia o emocjach”, na Dużej Scenie Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, fot.: Jarosław Praszkiewicz

Uhonorowano Panią odznaką Honoris Gratia, jako osobę zasłużoną dla Krakowa w pracy na rzecz środowiska osób z niepełnosprawnościami. Co oznacza to wyróżnienie dla Gabrieli Oberbek?

Wielokrotnie podkreślałam, że Honoris Gratię traktuję nie tylko jako podziękowanie za moją dotychczasową pracę, ale również jako zaproszenie do dalszego włączania się w tworzenie inicjatyw i realizowania projektów dla środowiska osób z niepełnosprawnościami. Wyrażam pełną chęć i gotowość do takiej współpracy. Przez te wszystkie lata zbudowały się we mnie marzenia. Jak choćby stworzenie w Krakowie Centrum Inicjatyw Artystycznych Osób z Niepełnosprawnościami. Wierzę, że to wszystko się uda, choć wymaga czasu i, oczywiście, pracy.

„Drużyna” prezentuje spektakle również w szkołach powszechnych. Po zakończeniu przedstawień Pani aktorzy rozmawiają z młodymi ludźmi. Czego dotyczą te dyskusje?

Różnych rzeczy. Najpierw gramy spektakl. Po nim rozmawiamy o emocjach, tolerancji, hejcie czy społecznej dyskryminacji osób z niepełnosprawnością intelektualną. Niekiedy trafiamy na niełatwą młodzież. Przychodzą na przykład młodzi ludzie, którzy emanują nieco butą, poczuciem znudzenia bądź wyższości. Czymś w stylu: „Co ciekawego tacy niepełnosprawni mogą powiedzieć? Mam przecież zdrowie, siłę, fajne ciuchy, uczę się w normalnej szkole. Jestem więc od nich lepszy”. Niejednokrotnie sytuacja całkowicie się zmienia, kiedy moi aktorzy siadają na scenie, zaczynają rozmawiać z młodzieżą i spoglądać jej prosto w oczy. To jest trochę tak, jakby internetowy hejter spotkał się nagle, twarzą w twarz, z osobą, którą dotąd bezkarnie hejtował, kryjąc się za komputerowym ekranem. „A dlaczego tak o mnie mówisz i się ze mnie śmiejesz? – wypalił kiedyś ze sceny jeden z moich aktorów. – Przecież to mnie boli”. W tego rodzaju bezpośredniej konfrontacji wszystko się zmienia. Dwie obce sobie dotąd osoby zaczynają rozmawiać, poznają się wzajemnie. Pada wtedy fasada fałszywych wyobrażeń i uprzedzeń. Zdrowy człowiek odkrywa, że osoba z niepełnosprawnością intelektualną też jest człowiekiem. To działa zresztą w obie strony. Podczas naszych spotkań o swoich emocjach i doświadczeniach poruszająco mówi również młodzież. Młodzi zaczynają się otwierać, bo, w obecności osób z niepełnosprawnością intelektualną, zaczynają rozumieć, że własnych emocji nie należy się bać albo wstydzić. Uważam, że takie spotkania to dobra droga do tego, byśmy uświadamiali sobie, że – mimo różnic – wszyscy jesteśmy tacy sami.

Rozmawiał Wojciech Szczawiński

Może Cię zainteresować

Magda Umer nie żyje

12.12.2025

Z wielkim smutkiem przyjęliśmy wiadomość o śmierci Magdy Umer, wybitnej Artystki i niezwykle życzliwej Przyjaciółki Festiwalu Zaczarowanej Piosenki.

Pierniczki w „Dolinie Słońca”

11.12.2025

W miniony poniedziałek w całym ośrodku „Dolina Słońca” unosił się zapach pierniczków. Nasi podopieczni z niecierpliwością wyczekiwali tego dnia. Razem z wolontariuszami i pracownikami fundacji tworzyli wypieki na nadchodzące święta Bożego Narodzenia.

Dołącz do newslettera