fbpx

Aktualności

Pracujemy z entuzjazmem

15.01.2021

„Nasze projekty są konkretną odpowiedzią na zaistniałe potrzeby społeczne. W ciągu siedemnastu lat wsparliśmy leczenie, rehabilitację i edukację blisko trzydziestu dwóch tysięcy osób w całej Polsce” – mówi Maja Jaworska, wiceprezes i dyrektor Fundacji Anny Dymnej „Mimo Wszystko”.

– W jakich okolicznościach poznała Pani Annę Dymną?

– Był wrzesień 2003 roku. Pracowałam wtedy, jako szefowa Działu Rekrutacji, w Wyższej Szkole Zarządzania Polish Open University. Koleżanka poinformowała mnie, że Anna Dymna założyła fundację i poszukuje wolontariuszy, również wśród studentów. Niebawem spotkałyśmy się z panią Anią w jednej z krakowskich restauracji.

– Wrażenia?

– Niezwykłe. Anna Dymna mówiła nie tylko o tym, że założyła fundację, która wspiera dorosłe osoby z niepełnosprawnością intelektualną. Opowiadała również o swojej, kilkuletniej już, współpracy z księdzem Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim oraz kierowaną przez niego Fundacją imienia Brata Alberta. Wyjaśniła, że, na skutek zmiany przepisów, podopiecznym tej organizacji groziła utrata zajęć w Warsztatach Terapii Zajęciowej w podkrakowskich Radwanowicach. Była tym faktem przerażona. I dlatego postanowiła założyć własną  fundację. Celem Anny Dymnej było uruchomienie warsztatów terapeutycznych dla dwudziestu sześciu podopiecznych księdza Isakowicza-Zaleskiego. Nasze spotkanie trwało chyba dwie godziny.

Maja Jaworska, wiceprezes i dyrektor Fundacji Anny Dymnej „Mimo Wszystko”, fot.: Beata Zawrzeł

– Czy, chociaż przez chwilę, nie pomyślała Pani, że te plany są tylko mało realnym wymysłem uznanej aktorki?

– Wizja Anny Dymnej była rzeczowa, niezwykle konkretna. Wątpliwości nie miałam ani ja, ani koleżanka. Ogromnie chciałyśmy wesprzeć to zamierzenie. Niebawem zorganizowałam spotkanie Anny Dymnej ze studentami Wyższej Szkoły Zarządzania Polish Open University. 15 stycznia 2004 roku, przy ulicy Kościuszki w Krakowie, zaczęło funkcjonować pierwsze biuro fundacji „Mimo Wszystko” – jedno niewielkie pomieszczenie, które Anna Dymna otrzymała, za darmo, od biznesmena Józefa Pałki. Wolontariusze zaczęli pełnić w nim dyżury.

– Czym się zajmowali?

– Wtedy  działań w biurze nie było praktycznie żadnych. Telefon milczał. Początkowo wolontariusze nie mieli pomysłów na działanie. Pod koniec stycznia albo na początku lutego skontaktowałam się więc z Anną Dymną. Powiedziałam, że pomysł z wolontariuszami raczej nie wypalił. Ale jeśli będzie chciała, to ja sama zajmę się fundacyjnym biurem. Jako wolontariuszka, oczywiście.

– Pracowała Pani, na kierowniczym stanowisku, w biznesowej uczelni. I nagle postanowiła zostać wolontariuszką w fundacji, która dopiero rozpoczynała działalność?

– Naturalnie. Jak wspomniałam, filantropijne zamierzenia Anny Dymnej były dla mnie fascynujące.

– W jaki sposób Anna Dymna zareagowała na Pani propozycję?

– Bardzo się wzruszyła i ucieszyła. Nie wyobrażała sobie jednak, żebym biuro jej fundacji prowadziła nie biorąc wynagrodzenia. Odparłam, że to nie problem, ponieważ mój mąż jest w stanie sam utrzymać rodzinę. Początkowo łączyłam pracę na uczelni z działaniami dla fundacji. Wkrótce dołączyła do mnie – też jako wolontariuszka – Janeczka Dudzik, która obecnie jest prokurentem w fundacji i moją zastępczynią.

– Nie było w Pani obawy przed przeniesieniem się z przestrzeni uczelni biznesowej w świat osób z niepełnosprawnościami?

–  Przecież świat jest jeden dla nas wszystkich. Osoby z różnymi niepełnosprawnościami znałam od dawna, ponieważ mój syn, Filip, ma zespół Aspergera. Jest autystą wysokofunkcjonującym.

– Jakie było pierwsze działanie biura fundacji?

– Dowiedziałam się, że weszła w życie ustawa umożliwiająca przekazywanie jednego procenta podatku na rzecz organizacji pozarządowych. Zaczęłyśmy z Janeczką czynić starania, by Fundacja Anny Dymnej „Mimo Wszystko” zyskała status organizacji pożytku publicznego. Wspierał nas prawnik Hubert Długosz, który pomaga fundacji do dzisiaj. To był niezwykły, bardzo radosny czas naszych początkowych działań. Pamiętam moment, kiedy udało nam się pozyskać do biura pierwszy, używany komputer, jak dostałyśmy stół albo filiżanki do kawy. Cieszyłyśmy się z Janeczką jak dzieci. A Anna Dymna z nami.

Z Anną Dymną na kopcu Kościuszki, podczas obchodów 15-lecia Fundacja Anny Dymnej „Mimo Wszystko”, fot.: Jarosław Praszkiewicz

– Decyzję o przyznaniu statusu organizacji pożytku publicznego Fundacja Anny Dymnej „Mimo Wszystko” otrzymała 21 kwietnia 2004 roku…

– … i w zaledwie dziewięć dni, jakie pozostały do zakończenia terminu rozliczeń z fiskusem, udało nam się zebrać blisko sto trzydzieści trzy tysiące złotych. Miałyśmy kolejny powód do wielkiej radości.

– W jaki sposób spożytkowano te środki?

– 13 czerwca 2004 roku, na Rynku Głównym w Krakowie, Fundacja Anny Dymnej „Mimo Wszystko”, we współpracy z Państwowym Funduszem Osób Niepełnosprawnych, Narodowym Centrum Kultury i Telewizją Polską, zorganizowała pierwszy Ogólnopolski Dzień Integracji „Zwyciężać mimo wszystko”. Udział w nim wzięli, między innymi, utytułowani niepełnosprawni sportowcy, również zwycięzcy paraolimpiad. Wydarzenie poprzedziła konferencja i dyskusja panelowa „Miejsce, sytuacja, wizerunek osoby niepełnosprawnej w polskiej rzeczywistości, w polskim społeczeństwie oraz w polskiej świadomości”, z udziałem lekarzy, psychologów, terapeutów oraz gości Anny Dymnej z cyklicznego programu „Spotkajmy się”, emitowanego przez TVP2. Podczas koncertu wystąpili: Maryla Rodowicz, Ryszard Rynkowski, a także zespoły „Ich Troje”, „Łzy” i „Na Górze”. Gościliśmy również Zenona Jaskułę, Sebastiana Chmarę, Artura Parytkę i Zbigniewa Zamachowskiego. Wyszło wspaniale. Proszę pamiętać, że to był czas, kiedy osoby z niepełnosprawnościami ciągle były postrzegane w Polsce jako osobliwość spychana na margines społecznej świadomości. Celem organizacji naszego projektu było pokazanie, że takie osoby żyją wśród nas, że mają talenty, marzenia. Że są, po prostu, takie same jak my.

– Organizacja takiego plenerowego wydarzenia wymaga ogromnej pracy, znajomości przepisów, doświadczenia. Podejrzewam, że w tamtym czasie nikt w fundacji tego rodzaju wiedzy nie miał.

– Kontaktując się z urzędnikami, nie ukrywałyśmy, że w tej dziedzinie jesteśmy amatorkami. Za to był w nas ogromny entuzjazm, wiara w to, że robimy coś ważnego i projekt przebiegnie pomyślnie. Również dzisiaj pracujemy z entuzjazmem. Inaczej się nie da. Pomagać należy uczciwie, konkretnie i z radością. A w tamtym czasie słuchałyśmy po prostu mądrych ludzi i uczyłyśmy się wszystkiego po kolei. Pomagały nam życzliwe osoby. Cenne było na przykład doświadczenie Mateusza Dzieduszyckiego, ówczesnego reżysera programu „Anna Dymna – Spotkajmy się”, który, z ramienia Telewizji Polskiej, niejednokrotnie organizował takie plenerowe wydarzenia. Ogrom wiedzy czerpałam też od Artura Rutkowskiego, który kierował telewizyjną produkcją. To nie zmienia faktu, że pracy miałyśmy w bród: załatwianie dziesiątek pozwoleń, noclegów, wyżywienia… Czasu było niewiele. Wychodziłyśmy z Janeczką z biura o pierwszej albo drugiej w nocy. Jednak robota paliła nam się w rękach. Tamten okres uważam za najbardziej fantastyczne doświadczenie w całym moim życiu zawodowym.

– W kolejnym roku Fundacja Anny Dymnej „Mimo Wszystko” zorganizowała nie tylko Ogólnopolski Festiwal Twórczości Teatralno-Muzycznej Osób Niepełnosprawnych Intelektualnie „Albertiana” i Ogólnopolskie Dni Integracji „Zwyciężać mimo wszystko”. W czerwcu, na krakowskim Rynku Głównym, odbył się również Festiwal Zaczarowanej Piosenki. Czy nie był to nadmiar pracy dla fundacji mieszczącej się w jednym niewielkim pomieszczeniu?

– Praca nam niestarszna. Zatrudniłyśmy w biurze parę osób, głównie sprawdzonych wolontariuszy. A energii do działań dodawała nam przede wszystkim wspaniała idea tego ogólnopolskiego, kilkuetapowego konkursu dla uzdolnionych wokalnie osób z niepełnosprawnościami. Anna Dymna, Matusz Dzieduszycki i Marta Kądziela wymyśli, by zorganizować festiwal, w którym osoby z niepełnosprawnościami będą traktowane bez taryfy ulgowej i oceniane przez profesjonalne jury.

– W tym konkursie miały się liczyć wyłącznie głos, talent i osobowość sceniczna. Rewolucyjny pomysł na tamten czas.

– Nie wszystkim ta idea przypadła do gustu. Pojawiły się również opinie, że skoro osoby z niepełnosprawnością są pokrzywdzone przez los, to narażanie ich na stres rywalizacji jest pomysłem chybionym. Wystarczy jednak poznać opinie uczestników naszego festiwalu, by przekonać się, że był to pogląd mylny, krzywdzący. Zresztą najlepszymi dowodami są fakty. Zeszłoroczne „Debiuty” Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu wygrał Kamil Czeszel, który jest zwycięzcą 15. Festiwalu Zaczarowanej Piosenki. Rok wcześniej nasza Aleksandra Nykiel triumfowała w telewizyjnej „Szansie na sukces” i opuszczała opolski amfiteatr z Nagrodą Publiczności. Laureatką naszego festiwalu jest też Ania Dąbrowska, która wygrała drugą edycję „The Voice Kids”, a w ubiegłym roku nagrała pierwszą płytę. Wielu finalistów zaczarowanej piosenki nagrywa płyty, koncertuje i podkreśla, że ten festiwal odmienił ich życie, dodał im ogromnej wiary w siebie. Projekt zyskał też wielu przyjaciół, znakomitych artystów, na czele z Ireną Santor, która od początku sprawuje opiekę artystyczną nad Festiwalem Zaczarowanej Piosenki. W tym roku zorganizujemy go po raz szesnasty.

Podczas corocznej kwesty Fundacji Anny Dymnej „Mimo Wszystko” dla WOŚP, fot.: Marek Kowalski

– Sześć miesięcy po zakończeniu pierwszego Festiwalu Zaczarowanej Piosenki Anna Dymna podpisuje umowę z ks. Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim, prezesem Fundacji im. Brata Alberta, o budowie w podkrakowskich Radwanowicach nowoczesnego ośrodka dla dorosłych osób z niepełnosprawnością intelektualną. W tym samym niemal czasie fundacja „Mimo Wszystko” postanawia również wybudować podobny ośrodek w nadbałtyckim Lubiatowie. Imponujący obszar działań…

– Co roku organizujemy też inne projekty. Nie wymyślamy ich. Wszystkie one są konkretną odpowiedzią na zaistniałe potrzeby społeczne. W ciągu siedemnastu lat wsparliśmy leczenie, rehabilitację i edukację blisko trzydziestu dwóch tysięcy osób w całej Polsce. Na przykład Warsztaty Terapii Zajęciowej w Lubiatowie wybudowaliśmy dlatego, ponieważ w gminie Choczewo nie było placówki zajmującej się osobami z niepełnosprawnością. W większości były więc one skazane na bezczynne siedzenie w domach. Z kolei nasza Akademia Odnalezionych Nadziei pomaga osobom z niepełnosprawnościami, które osiągają dobre wyniki w nauce, lecz, z przyczyn materialnych, nie mogłyby kontynuować edukacji. Wiemy, że ten projekt jest niezwykle potrzebny i rodzi dobre owoce. Byliśmy na przykład niezmiernie dumni, kiedy dotarła do nas informacja, że niewidoma studentka Akademii Muzycznej w Gdańsku, Milena Wiśniewska, podopieczna naszej Akademii, otrzymała prestiżowe stypendium ministra kultury i dziedzictwa narodowego. Pomogliśmy również całkowicie sparaliżowanemu Januszowi Świtajowi, który, trzynaście lat temu, oznajmił publicznie, że nie chce dłużej żyć. Anna Dymna zatrudniła go w swojej fundacji. I stała się rzecz, zdawałoby się, niewyobrażalna. Janusz, który porusza tylko głową i oddycha za pomocą respiratora, zdał maturę i ukończył psychologię na Uniwersytecie Śląskim. Teraz kształci się dalej w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej. Obecnie jest naszym fundacyjnym psychologiem, pomaga osobom po wypadkach komunikacyjnych. Tego rodzaju zdarzenia pokazują pracownikom i wolontariuszom fundacji, że nasze działania mają głęboki sens i warto pomagać. I że, jak mówi Anna Dymna, człowiek jest istotą niezwykłą.

– W spocie zachęcającym do przekazywania Fundacji Anny Dymnej „Mimo Wszystko” 1% podatku konfrontowane są ambitne marzenia postaci naszego życia publicznego z prostymi pragnieniami osób z niepełnosprawnością intelektualną. A Pani o czym marzy?

– Marzę o tym, byśmy nie musieli już skrywać twarzy za maseczkami i mogli być blisko siebie, patrząc sobie w oczy.

Rozmawiał Wojciech Szczawiński

 

Zobacz wideo

Może Cię zainteresować

Człowiek spełniony

26.02.2021

Sześć lat spędził na Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej. Dziesięć kolejnych – w 24-metrowym pokoju mieszkania rodziców. Autobiografię „Dwanaście oddechów na minutę” pisał trzymając ustami ołówek. Stukał nim w klawiaturę komputera.

Odwstydzanie schizofrenii

25.02.2021

Gośćmi jutrzejszego programu „Anna Dymna – Spotkajmy się” będzie chorująca na schizofrenię paranoidalną Katarzyna Szczerbowska-Kisielińska, rzeczniczka Biura do spraw Pilotażu Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego, oraz jej córka, Aleksandra.

Dołącz do newslettera