fbpx

Aktualności

Świadectwa nadziei

19.06.2026

W ubiegłą niedzielę, na Rynku Głównym w Krakowie, utwory w wykonaniu Joanny Kulig, Moniki Kuszyńskiej, Magdy Steczkowskiej, Adama Nowaka, Macieja Balcara oraz finalistów 18. Festiwalu Zaczarowanej Piosenki oswajały bolesne wspomnienia osób uzależnionych. Koncert „Nadzieja mimo wszystko” prowadzili Anna Dymna i Ireneusz Czop.

Praca nad scenariuszem do godzinnego koncertu zajęła Annie Dymnej kilka miesięcy. Przy jego tworzeniu główną inspiracją były dla aktorki jej rozmowy w programie „Anna Dymna – Spotkajmy się”. W cyklicznej audycji – emitowanej w telewizyjnej „Dwójce” od 2002 roku – nieraz gościły osoby z niepełnosprawnościami, które, krócej bądź dłużej, trwały w wyniszczającym przekonaniu, że bez alkoholu albo narkotyków żyć nie są w stanie.

– Niektórzy początkowo bardzo chcieli wystąpić w dzisiejszym koncercie. Po namyśle rezygnowali jednak z mojego zaproszenia. Obawiali się, że jeśli publicznie opowiedzą o swoich nałogach i walce z nimi, to stracą na przykład pracę. Zagadnienie uzależnień wśród osób z niepełnosprawnościami to, niestety, tabu w naszym społeczeństwie. Wielu z nas przed nim ucieka. Wstydzimy się, czujemy odrazę i, jakże często, wydajemy pochopne wyroki, bo – jak się zdaje – proste, stygmatyzujące oceny pozornie nas rozgrzeszają, uspokajają – mówiła Anna Dymna podczas briefingu prasowego poprzedzającego koncert.

Tego wieczoru, nad Rynkiem Głównym w Krakowie, stanęła tęcza

Trudno wyjaśnić, dlaczego jedni potrafią godnie i w pełni świadomie przetrwać nawet największe potworności losu – na przykład śmierć własnych dzieci – a inni, na skutek utraty ręki, nogi albo innych tragedii, dają się schwycić w szpony nałogów.

– Nikt świadomie nie popada w uzależnienie – zaznaczyła siostra Małgorzata Chmielewska, prezeska Fundacji „Domy Wspólnoty Chleb Życia”. – Nałogi to najczęściej skutek ucieczki w obliczu sytuacji, z którymi człowiek sobie nie radzi. Albo też – nie oszukujmy się – efekt głupoty. Zdarza się również, że ktoś staje się osobą z niepełnosprawnością w wyniku uzależnienia. Wszystkimi takimi ludźmi zajmuje się nasza wspólnota. Ratujemy każdego człowieka. To wielka tajemnica, dlaczego jedni w obliczu dramatów życia uciekają w nałogi, a inni w sytuacjach podobnych pozostają wolni od uzależnień. Trudno też powiedzieć, czy decyduje o tym sposób wychowania albo wartości wyniesione z domu rodzinnego. Znam wielu ludzi, którzy w dzieciństwie mieli wpajane wspaniałe wartości, a jednak popadli w uzależnienia.

Jerzy Rymar, Łukasz Siemież, Daniel Skupio, Sebastian Kartosz i Piotr Truszkowski byli głównymi bohaterami koncertu „Nadzieja mimo wszystko”. W blasku reflektorów, przed publicznością licznie zgromadzoną na krakowskim Rynku Głównym oraz kamerami Telewizji Polskiej otwarcie opowiadali o swoich uzależnieniach. A przed rozpoczęciem koncertu zgodnie twierdzili, że jeśli świadectwa nadziei, które dadzą, chociaż jednej osobie pomogą wyzwolić się z uzależnienia albo chociaż jedną osobę ustrzegą przed rakiem duszy, to ich przyjazd do Krakowa miał ogromny sens.

Jerzy Rymar i Adam Nowak

Anna Dymna i Ireneusz Czop

– Chyba urodziłem się ze skłonnością do uzależnień – mówił Jerzy Rymar, „Jurgen”, absolwent gdańskiej Akademii Sztuk Pięknych i współzałożyciel Fundacji „Inter Art” – Artystycznej Grupy Wsparcia dla twórców borykających się z uzależnieniami. – Urodziłem się dzieckiem przepełnionym lękiem, z odziedziczonymi traumami. Bałem się ludzi. Bałem się własnej matki. Moje życie to szalone wzloty i dramatyczne upadki: od sukcesów młodego artysty malarza, powodzenia, dostatku, szczęścia rodzinnego, do ćpania, chlania, losu całkowitego rozbitka, nędzarza, żebraka, bezdomnego narkomana na ulicach wielu miast Europy. Od heroiny uwolnił mnie wstrząs. Miałem dwóch kumpli, z którymi ćpałem, produkowałem narkotyki i żyłem na ulicy. Jeden z nich się powiesił, drugiego zabili. Wpadłem w depresję. Przeleżałem dwa miesiące. Potem jeszcze piłem osiem miesięcy. Wtedy właśnie pomyślałem o poważnym leczeniu. Nie sądziłem, że tamto niewyobrażalne cierpienie stanie się początkiem mojego nowego życia. Dzisiaj kocham. Na świat, w sierpniu, przyjdzie mój synek.

„Jurgen” przebywał też – jak to nazywa – „w szpitalu dla obłąkanych”. Na Rynku w Krakowie powiedział, że to określenie bardzo do niego pasowało, bo tylko człowiek obłąkany popełnia na okrągło te same błędy i oczekuje innych rezultatów.

Po przejściu piekła uzależnienia oraz depresji nowe życie rozpoczął też Łukasz Siemież, obecnie ekspert i audytor dostępności, edukator, twórca unikatowych projektów oraz trener rehabilitacji. Podczas jednej z prób samobójczych, w wieku 24 lat, wyskoczył z szóstego piętra. Połamał kręgosłup. Od tamtej pory porusza się na wózku. W koncercie „Nadzieja mimo wszystko” wyznał, że całkowicie stracił poczucie sensu i wartości życia. Zdarzało się, że trwał w trzeźwości, ale napór złych emocji sprawiał, że wracał do nałogu. Ratunek znalazł dopiero w ośrodku MONAR w Budach Zosinych. Tamtejsza kadra i pacjenci pomogli mu na nowo odnaleźć siebie. Dzisiaj to on stara się pomagać innym. Na scenie panu Łukaszowi towarzyszył Adam Nyk, kierownik Poradni Profilaktyki, Leczenia i Terapii Uzależnień Stowarzyszenia MONAR Warszawie.

Od lewej: Łukasz Siemież z partnerką, Maciej Balcar, Adam Nyk

Joanna Kulig

Daniel Skupio, który obecnie uczy się administracji w dwuletniej szkole policealnej, przyjechał do Krakowa, by dać świadectwo, że można się uleczyć z najpotworniejszych uzależnień. Mężczyzna dzieciństwo miał smutne. Jego rodzice się rozwiedli. Po alkohol, marihuanę, mefedron, amfetaminę, dopalacze i inne środki odurzające zaczął sięgać w gimnazjum. Od dziewięciu lat jest abstynentem. Dwa lata temu wyszedł z bezdomności. W rozmowie z Anną Dymną i Ireneuszem Czopem wspominał:

– O tym, że potrzebuję pomocy, przekonałem się dopiero pewnej jesiennej nocy, gdy przerażony obudziłem się w parku brudny, śmierdzący, drżący z zimna. Zadzwoniłem do mamy i poprosiłem ją o pomoc. To była długa droga. Najpierw znalazłem miejsce w MONARZE-MARKOCIE. Potem byłem dwukrotnie w szpitalu psychiatrycznym, bo, na skutek odstawienia używek, miałem zaburzenia psychiczne, myśli samobójcze. W końcu usłyszałem diagnozę: schizofrenia paranoidalna. W roku 2018, jako bezdomny, trafiłem do domu „Wspólnoty Chleb Życia”. Tam odnalazłem spokój, życzliwość, wsparcie. Nikt mnie nie oceniał, nie potępiał. Wykorzystałem daną mi szansę.

Od lewej: Ireneusz Czop, Anna Dymna, Renata Trzeszczak, Daniel Skupio

Tego wieczoru Piotr zagrał z profesjonalnymi muzykami zespołu Kameleon

W maju tego roku Sebastian Kartosz, wspólnie z IKS Atak Elbląg, zdobył srebrny medal w międzynarodowym turnieju w Paryżu. Na krakowski Rynek przyjechał z przyjacielem z drużyny, Łukaszem Ciułą. Parahokeista nie pije od trzynastu lat. Wychowywał się wśród recydywistów, złodziei, alkoholików. Sam więc pił, kradł, żył na ulicy, w melinach. W tamtym czasie nie potrafił funkcjonować bez alkoholu.

– Nogi straciłem w 2010 roku – opowiadał. – Odmroziłem je. Nawet nie wiem dokładnie, gdzie i jak. Musieli mi te nogi amputować. Byłem w rożnych ośrodkach. Piłem dalej. Alkohol trochę uśmierzał ból. Na wózku piłem jeszcze ponad dwa lata. Kiedyś, gdy byłem na gigancie, wjechałem do kościoła. Tam była pani Ewa, starsza, bardzo wierząca wolontariuszka. Zapytałem ją: „Czy tu jest Bóg?”. I ona pomogła. Załatwiła mi miejsce we „Wspólnocie Chleb Życia”. Czułem do tej kobiety ogromny szacunek. Nie mogłem jej zawieść. Przestałem pić. Zrządzeniem losu, w 2014 roku, zetknąłem się z parahokejem. Kocham ten sport. Dzięki niemu odkryłem, że życie może być piękne.

Piotr Truszkowski, entuzjasta sportów ekstremalnych, który m. in. zdobywał na wózku szczyt Kilimandżaro oraz przepłynął kajakiem 515 kilometrów z Wrocławia do Szczecina, stracił nogi w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Poraził go prąd. Mężczyzna był bodajże jedną z pierwszych osób z niepełnosprawnością w Polsce, które publicznie opowiedziały o życiu w chaosie uzależnienia. Zrobił to w programie „Anna Dymna – Spotkajmy się”. Był wtedy rok 2005. W tym samym roku jego ojciec zapił się na śmierć. Podczas koncertu „Nadzieja mimo wszystko” pan Piotr wystąpił na scenie w towarzystwie żony, Katarzyny, z którą jest od dwudziestu lat, a także ich dwóch córek. Jak powiedział, od szaleństwa nałogu uratowała go miłość.

Monika Kuszyńska

Sebastian Kartosz w rozmowie z prowadzącymi koncert

Nasz niedzielny koncert na Rynku Głównym w Krakowie nie ograniczał się do zbioru zwierzeń osób z niepełnosprawnościami. Prócz siostry Małgorzaty Chmielewskiej, na scenie pod Ratuszem wypowiadali się specjaliści. Zwracali szczególną uwagę na brak rozwiązań systemowych w leczeniu uzależnień osób z niepełnosprawnościami, a także deficyt w finansowaniu ośrodków zajmujących się tego rodzaju lecznictwem.

– Przyjmujemy ludzi z ulicy, często w bardzo ciężkim stanie, z różnymi współistniejącymi chorobami, którzy potrzebują pomocy na wielu płaszczyznach – mówiła Renata Trzeszczak ze „Wspólnoty Chleb Życia”. – Żeby naprawdę pomóc, musimy mieć wykfalifikowanych pracowników: terapeutów, pielęgniarki, psychiatrę, pracowników socjalnych. W dodatku muszą to być ludzie z pasją, bo praca jest bardzo trudna. Leczenie zwykle zaczyna się od diagnozy. Jak mam trudnego pacjenta, to muszę korzystać z pomocy psychologa. Trzeba pilnować leków, reagować mądrze na wszystko, co się dzieje, uczyć wszystkiego od nowa. Jak trzeba wzywamy pomoc z zewnątrz.

Anna Dymna, siostra Małgorzata Chmielewska i Ireneusz Czop

Piotr Truszkowski wystąpił w koncercie z żoną i córkami

Z kolei Grażyna Płachcińska, terapeutka uzależnień z 46-letnim doświadczeniem, podkreśliła, że leczenie nałogów jest niezwykle trudne. Również z tego względu, że to chory musi sam wyrazić chęć zdrowienia, jak w porzekadle: „Możesz konia doprowadzić do wodopoju, ale wody pić za niego nie będziesz”.

– Na początku mało kto wierzy, że uda mu się wyzwolić z nałogu – zaznaczyła w rozmowie z dziennikarzami przed wejściem na scenę. – Kiedyś w gabinecie zetknęłam się ze stosunkowo młodym mężczyzną. Wyjaśniłam mu, jak przebiega terapia i w jakim miejscu może ją podjąć. Gdy szykował się do wyjścia, westchnął ciężko i powiedział: „No dobrze… Wiem teraz, co mam robić… Ale widzi pani, nie bardzo wierzę, by miało to sens”. Odparłam: „Umówmy się tak: ja będę wierzyć, a pan niech robi”.

W rozmowie z Anną Dymną i Ireneuszem Czopem terapeutka zwróciła uwagę na jeszcze inny problem.

– Bliscy uzależnionego człowieka razem z nim chorują. On jest uzależniony od jakiejś substancji, a oni od jego zachowania. Błędne jest przekonanie kochających rodziców czy małżonków, że: „Jak będzie pod moją opieką, to wyzdrowieje”. Bliscy są przez uzależnionych często szantażowani, okradani. Stają się całkowicie bezradni. Człowiek obcy, stojący z boku, więcej widzi. Nie ma obrazu zniekształconego uczuciami, żalem, złością, rozczarowaniem. Terapeuta nie może się rozczulać, płakać nad pacjentem ani robić mu wyrzutów. Musi go po prostu „na zimno” uświadamiać, że to choroba i da się ją wyleczyć. Rodziny tego nie potrafią. By naprawdę pomóc, muszą same przejść terapię.

W finale wybrzmiało „Chodź, pomaluj mój świat”

Joanna Kulig i Grażyna Płachcińska

Koncertowi „Nadzieja mimo wszystko” radosnej mocy dodawała muzyka zespołu Kameleon. Na początku wydarzenia do grupy dołączył z klarnetem Piotr, który leczy się z uzależnienia krzyżowego od alkoholu, lekarstw narkotycznych i innych używek. Po krakowskim Rynku niosły się słowa piosenek: „Jutro możemy być szczęśliwi”, „Pogoda ducha”, „Nazywaj rzeczy po imieniu”, „Moja i twoja nadzieja”, „Z tamtej strony”. A w finale koncertu – w wykonaniu Joanny Kulig, Moniki Kuszyńskiej, Magdy Steczkowskiej, Adama Nowaka, Macieja Balcara oraz finalistów 18. Festiwalu Zaczarowanej Piosenki – wybrzmiało „Chodź, pomaluj mój świat”.

I stało się tego niedzielnego wieczoru jak w tekście przeboju zespołu 2 plus 1: nad Rynkiem Głównym w Krakowie stanęła tęcza.

Wojciech Szczawiński

Fot.: Jarosław Praszkiewicz

Koncert „Nadzieja mimo wszystko” wyemitowany zostanie 28 czerwca (niedziela), o 16.15, w Programie 2. Telewizji Polskiej





Może Cię zainteresować

Zapraszamy na „wierszobranie na polanie”

10.07.2026

W czwartkowe popołudnie polana przy Warsztacie Terapii Zajęciowej w Lubiatowie wypełni się poezją. 16 lipca, o 18.00, zapraszamy na kolejną już edycję „wierszobrania na polanie”. Utwory odczytają i zinterpretują Anna Dymna, Krzysztof Orzechowski oraz Andrzej Seweryn.

Cztery dni inspirujących spotkań na Open’erze

09.07.2026

Wzięliśmy udział w największym festiwalu muzycznym w Polsce. Każdego dnia, od 1 do 4 lipca, uczestnicy Open'era mogli odwiedzić nasze stoisko i zapoznać się z działaniami fundacji. Był to czas bardzo inspirujących spotkań.

Dołącz do newslettera