fbpx

Aktualności

Anna Dymna: Tam zawsze świeci słońce, cz. I

10.08.2026

„Poznałam wiele dramatycznych historii z życia uczestników naszego warsztatu w Lubiatowie. Nie mam jednak prawa publicznie o nich mówić. Włos się tylko jeży na głowie, że do takich sytuacji dochodziło w XXI wieku, w środku Europy. To, że mimo wszystko nasze warsztaty powstały i działają od blisko dwunastu lat, też wydaje się cudem” – mówi Anna Dymna.

Z jakimi emocjami powracała Pani z tegorocznych wakacji nad Bałtykiem?

Naładowana wspaniałą energią. Pogoda nad polskim morzem co prawda nie rozpieszczała tego lata. Jednak, jak co roku, w lipcu, spotkałam się z uczestnikami wybudowanego i prowadzonego przez moją fundację Warsztatu Terapii Zajęciowej w Lubiatowie oraz z gośćmi naszego Ośrodka Wytchnieniowego „Spotkajmy się”. Tam każdego dnia na bezchmurnym niebie świeci piękne słońce.

To znaczy?

Pewnego dnia na leśnej drodze, która prowadzi do plaży, przy której znajduje się zarówno nasz warsztat terapeutyczny, jak i ośrodek wytchnieniowy, spotkałam młodych ludzi z dziećmi. Miło rozmawialiśmy, zrobiliśmy wspólne zdjęcia. Po chwili podeszła do mnie, może trzydziestoparoletnia, kobieta. „Wie pani, dlaczego lubimy tu przyjeżdżać?” – zapytała, patrząc na mnie z powagą. – Tutaj czuć dobrą energię. Zachwyca atmosfera tego miejsca, spokój. Takich miejsc wszyscy bardzo teraz potrzebujemy” – tłumaczyła.

Gwar, wybuchy radości, ale też skupienie towarzyszą codziennej działalności WTZ w Lubiatowie

To ludzie przede wszystkim kreują atmosferę takiej czy innej przestrzeni.

Naturalnie. Co rano w Lubiatowie słychać radosny gwar dwadzieściorga pięciorga uczestników naszego warsztatu. Witają się, opowiadają sobie wzajemnie oraz terapeutom różne historie. Niektórzy z nich słabo mówią albo nie mówią wcale. Wydają więc z siebie jedynie radosne piski albo pojedyncze dźwięki. Tak czy inaczej, wszyscy emanują zdumiewającym entuzjazmem, obok którego zapewne nikt nie potrafi przejść obojętnie. Ta radość zaraża. A potem w naszym warsztacie robi się cicho. Uczestnicy rozchodzą się do pracowni, gdzie tworzą rękodzieło: ceramikę, notesy, nadruki na T-shirty, rysunki albo świece zapachowe. Wszędzie panuje ład i czystość, o co troszczy się grupa z pracowni gospodarczej. Dlatego wspomniałam, że w Lubiatowie – bez względu na pogodę – zawsze zapala się słońce. Oczywiście ta dobra atmosfera to przede wszystkim zasługa kadry warsztatu, ludzi kreatywnych, zaangażowanych, z pasją i wielką empatią. Od początku, czyli 2005 roku, dyrektorem Oddziału Lubiatowo Fundacji Anny Dymnej „Mimo Wszystko” jest Tomasz Gzowski. Bez ciężkiej pracy Tomka nie powstałby ani nasz Warsztat Terapii Zajęciowej, ani Ośrodek Wytchnieniowy „Spotkajmy się”.

WTZ w Lubiatowie, jedyna taka placówka w gminie Choczewo i okolicy, rozpoczęła działalność w 2014 roku…

… i myślę, że to był cud. Cud najprawdziwszy.

Dlaczego?

Kiedy staję teraz przed budynkiem warsztatu w Lubiatowie, pięknymi również pod względem architektonicznym, to zamykam oczy i przypominam sobie czas, gdy w tym miejscu stał wyglądający ponuro, opuszczony przez wojsko bunkier do przechowywania i remontu rakiet. Sama ta metamorfoza wydaje mi się cudem. Niechętnie wracam do przykrych wspomnień z 2011 roku, gdy wydaliśmy społeczne pieniądze na projekty, badania geologiczne, uporządkowanie oraz uzbrojenie terenu, a budynek warsztatu mieliśmy już ukończony w połowie. Zapadła wtedy nagła decyzja o potencjalnej lokalizacji w Lubiatowie elektrowni atomowej. Całą tę nadbałtycką inwestycję nam wstrzymano. W fundacji przeżyliśmy szok. Nie przespałam wielu nocy, odbyłam dziesiątki rozmów. Gdyby nie Tomek Gzowski i wspaniali pracownicy fundacji z moją kochaną dyrektorką Mają Jaworską na czele, gdyby nie mądrzy, prawdziwi przyjaciele, gdyby nie nasz – momentami wyśmiewany upór i wiara w sens tego przedsięwzięcia – nie byłoby tego miejsca. Jednego byliśmy pewni: nie dopuścimy do tego, by, w wyniku rządowych decyzji, zmarnowała się choćby złotówka. Po konsultacjach − również z najwyższymi władzami i ekspertami − wiedziałam, że muszę i mogę zaryzykować: albo zakończyć budowę…

Albo?

Albo poddać się, zrezygnować ze wszystkiego. Pomyślałam wtedy, że nawet jeśli w Lubiatowie taka elektrownia powstanie, nastąpi to za kilkanaście, kilkadziesiąt lat. A przez ten czas warsztaty mogą przecież służyć osobom z niepełnosprawnościami. Dokończyliśmy więc budowę. Podejmując tę decyzję, miałam na uwadze również fakt, że w gminie Choczewo i okolicy warsztatów terapeutycznych nie było.

Od wielu lat, w każde wakacje, uczestnicy WTZ prowadzą sklepik ze swoim rękodziełem

Czym więc zajmowały się osoby z niepełnosprawnościami na tym terenie?

Nie były w żaden sposób zaktywizowane. Całe dnie przesiadywały głównie w domach. Czuły się bezużyteczne, zapomniane, zbędne światu. Proszę wziąć pod uwagę, że w Lubiatowie, Choczewie czy okolicznych miejscowościach życie nie toczy się tak, jak w Warszawie, Gdańsku, Krakowie albo Katowicach. W Lubiatowie jest jeden przystanek autobusowy. Przed laty w gminie Choczewo funkcjonowały państwowe gospodarstwa rolne. Kiedy je polikwidowano, zapanowało na tym terenie straszliwe bezrobocie, bieda. Rzecz jasna, w takich warunkach szczególnie trudny był los osób z niepełnosprawnościami. Poznałam wiele dramatycznych historii z życia uczestników naszego warsztatu w Lubiatowie. Nie mam jednak prawa publicznie o nich mówić. Włos się tylko jeży na głowie, że do takich sytuacji dochodziło w XXI wieku, w środku Europy. To, że mimo wszystko nasze warsztaty powstały i działają od blisko dwunastu lat, też wydaje się cudem. Na szczęście okazało się, że budowa elektrowni atomowej nad Bałtykiem nie zagraża ani warsztatom w Lubiatowie, ani kolejnym inwestycjom mojej fundacji na tym terenie.

Wspomniała Pani, że obecnie uczestnicy warsztatu to ludzie niezwykle pogodni.

I to jest cud największy. W naszym warsztacie – podkreślę raz jeszcze: dzięki fantastycznym terapeutom – odkryli oni radość i sens życia. Czują się tu potrzebni. Odnaleźli swoje miejsce na ziemi. A przecież dobrze pamiętam ich zdezorientowane, zalęknione twarze, kiedy, w listopadzie 2014 roku, w dniu inauguracji działalności placówki, po raz pierwszy przyjechali do warsztatu. Nie mieli pojęcia, co ich tu czeka. Czy Pan wie, że wielu z tych dorosłych ludzi nigdy nie wyjeżdżało poza teren gminy, w której mieszkają? Dzisiaj z dumą opowiadają o wycieczkach do największych miast w Polsce. Także o zwiedzaniu Berlina albo Pragi. W Pradze byli w tym roku.

Anna Dymna i Roman Wittbrodt, uczestnik WTZ w Lubiatowie, podczas tegorocznego rejsu statkiem pirackim Denega Łeba

Kto finansuje te wojaże?

Uczestnicy WTZ w Lubiatowie sami na nie zarabiają. W ciągu roku tworzą w pracowniach swojego warsztatu piękne rękodzieło. Sprzedawane jest ono na kiermaszach, festynach. Szczególnie jednak nabywców rękodzieło to znajduje w sklepiku, który działa w okresie wakacji, tuż obok budynku warsztatu, przy drodze na plażę. Rozmawiałam z kilkoma turystami. Niektórzy mówili, że co roku odwiedzają ten magiczny sklepik i kompletują sobie kolekcje ceramiki. Oczywiście sprzedaż nadzorują terapeuci. A spoglądanie na dumę uczestników warsztatu warte jest wszystkiego. Oni, określani mianem osób z niepełnosprawnością, niby inni, bywa, że przez niektórych wyśmiewani, lekceważeni, tworzą coś, co zachwyca. Ludzie płacą za wykonane przez nich rękodzieło. Wykupują je do ostatniej sztuki. Uczestnicy mają więc pieniądze na podróże albo wycieczki do kin, teatrów, muzeów. Zdaniem terapeutów, w kontakcie ze sztuką zdobywają kolejne inspiracje do artystycznej twórczości w pracowniach swojego warsztatu. Jeszcze jedno ogromnie poruszyło mnie podczas tegorocznej wizyty w lubiatowskim WTZ: zaprezentowano mi spektakl „O sercu zaklętym w szkle”, czyli historię Szklanej Huty koło Osiek Lęborskich, niezwykłą opowieść o marzeniach, pracy i miłości. Cóż to było za fantastyczne przedstawienie… Ileż zdumiewającej pasji i zaangażowania dostrzegałam w tych cudownych aktorach… Nie wiem, jak to nazwać. Po prostu dla możliwości przebywania w takim miejscu naprawdę warto żyć.

Anna Dymna z aktorami spektaklu „O sercu zaklętym w szkle”

W lipcu doświadczyła więc Pani sporo wspaniałych wrażeń.

To prawda. Opowiadam jednak Panu o tych wrażeniach jedynie z mojej perspektywy, czyli osoby, która do Lubiatowa przyjeżdża zwykle raz w roku. W istocie moja fundacja zajmuje się tam osobami z niepełnosprawnościami i nieraz bardzo poważnymi problemami zdrowotnymi, w niektórych przypadkach również neurologicznymi i psychicznymi. Uczestnicy WTZ miewają na przykład napady padaczki albo agresji. Codzienna praca terapeutów nie jest więc łatwa. Pewne jest jedno: nasz warsztat radykalnie odmienił życie tych ludzi. Zresztą oni sami powtarzają, że tworzą rodzinę i bez zajęć w pracowniach, a także serdecznych relacji, jakie tworzą między sobą oraz z kadrą placówki, nie wyobrażają sobie życia. Od 1 lipca tego roku mają nowe, bardzo poważne zadanie.

Jakie?

Przy drodze na lubiatowską plażę, obok magicznego sklepiku z rękodziełem, ustawiona została przyczepa gastronomiczna. Zakupiono ją w ramach projektu „Choczewo. Gmina Napędzana Wiatrem”. Można tam kupić hot dogi, gofry, kawę, zapiekanki i inne przysmaki. Obsługą przyczepy, pod nadzorem terapeutów, zajmuje się ośmioro najbardziej sprawnych uczestników WTZ. To odpowiedzialne zajęcie. Dlatego zostało poprzedzone szkoleniem, również z zakresu obsługi kasy fiskalnej.

Przyczepa gastronomiczna to nowe wyzwanie dla uczestników WTZ w Lubiatowie

Czy ruch w interesie jest?

Jest. Sama widziałam. Mam więc kolejny powód do radości. Ta treningowa przyczepa otwiera przed uczestnikami WTZ możliwość zdobywania nowych, praktycznych umiejętności. Być może pozwolą im one znaleźć zatrudnienie strefach gastronomicznych stacji benzynowych albo w restauracjach, w roli pomocy kuchennych. Poza tym praca w tej przyczepie daje uczestnikom warsztatu poczucie sprawczości, dumę z tego, że są potrzebni. Wykazując się ogromną kulturą osobistą, obsługują letników podążających na plażę albo z niej powracających. Myślę zresztą, że funkcjonowanie tej przyczepy albo sklepiku z rękodziełem ma wymiar znacznie szerszy. Te dwie przestrzenie służą również oswajaniu poczucia pozornej odmienności, uprzedzeń, lęków, zmianie społecznego wizerunku osób z niepełnosprawnościami w naszym kraju, o co od początku działalności zabiega moja fundacja, organizując Festiwal Zaczarowanej Piosenki, „Albertianę” i wiele innych projektów integracyjnych.

Rozmawiał Wojciech Szczawiński

Fot.: Arkadiusz Śliwiński

Może Cię zainteresować

Startują nasze konkursy

16.09.2026

Drodzy Przyjaciele, jak co roku, rozpoczynamy kolejną edycję Ogólnopolskiego Festiwalu Twórczości Teatralno-Muzycznej Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną „Albertiana” oraz Ogólnopolskiego Konkursu Poezji „Słowa, dobrze, że jesteście”. Z niecierpliwością i wiarą w Wasz twórczy potencjał czekamy na zgłoszenia.

5. „Dobry Antykwariat”

14.09.2026

Nasi wolontariusze, już po raz piąty, organizują „Dobry Antykwariat”. Tegoroczne, jubileuszowe wydarzenie odbędzie się 18 i 19 września (piątek–sobota) w Galerii Bronowice. To wyjątkowa akcja, która mnoży pomaganie. Używane książki dostaną „drugie życie”, a nasi podopieczni − wsparcie.

Dołącz do newslettera