fbpx

Aktualności

Wytchnienie w magicznym Lubiatowie

17.01.2022

„Momentami czułam się jak Syzyf, któremu kamień co chwilę spada na głowę. Nie przespałam wielu nocy, odbyłam dziesiątki rozmów, pokonałam w tej sprawie przez wiele lat tysiące kilometrów. Wiedziałam jedno: nie mogę dopuścić do tego, by zmarnowała się choćby złotówka społecznych pieniędzy” – wspomina Anna Dymna.

– Pierwsza elektrownia jądrowa w Polsce powstanie w nadbałtyckim Lubiatowie. Czy ta rządowa decyzja nie wzbudziła obaw, że koniecznym będzie zlikwidowanie i wyburzenie tamtejszych Warsztatów Terapii Zajęciowej, wybudowanych i prowadzonych przez Fundację Anny Dymnej „Mimo Wszystko”?

– Temat ten biorę od wielu lat. Jestem przyzwyczajona do różnych hiobowych wieści, plotek, decyzji dotyczących tego pięknego zakątka naszego kraju, z którym łączy się moje największe marzenie. Kiedyś nawet przeczytałam, że to ja buduję elektrownię atomową. Na tym terenie od kilku lat działają już Warsztaty Terapii Zajęciowej wybudowane i prowadzone przez moją fundację „Mimo Wszystko”.  Obecny plan lokalizacji elektrowni nie zagraża funkcjonowaniu naszych WTZ. Ale to prawda, że bezpieczeństwo energetyczne kraju i zmieniające się decyzje, pięć lat trwające badania tego terenu przystopowały nasze prace, wstrzymały częściowo realizację naszych marzeń, zmusiły do zmiany planów. W 2005 roku podpisaliśmy akt notarialny z dyrekcją Lasów Państwowych. Przekazano nam, na trzydzieści lat, piękny teren w Lubiatowie, o powierzchni czterech hektarów, zajmowany niegdyś przez wojska rakietowe. Kiedy wojsko opuściło to miejsce, nie miałam jeszcze fundacji. Ale już wtedy marzyłam, by wybudować tam ośrodek rehabilitacyjno-wypoczynkowy dla osób z niepełnosprawnościami.

Anna Dymna z podopiecznymi Warsztatów Terapii Zajęciowej podczas spaceru po plaży w Lubiatowie, fot.: archiwum fundacji

– Skąd to marzenie?

– Od 2003 roku prowadzę telewizyjny program „Anna Dymna – Spotkajmy się”, którego gośćmi są osoby ciężko chore i z różnymi niepełnosprawnościami. Wielokrotnie słyszałam, że ich wielkim marzeniem jest chociaż raz w życiu zobaczyć morze. Ale, niestety, nie mają na to najmniejszych szans. Bardzo mnie to poruszyło. Nie wyobrażam sobie mojego życia bez morza, kąpieli w słonej wodzie, bez budowania zamków i smoków z piasku, bez długich spacerów plażami wzdłuż bałtyckiego brzegu, bez magicznych wycieczek leśnymi nadmorskimi ścieżkami. Od dzieciństwa, ponad 60 lat, spędzam wakacje w tych okolicach. Znam tu wszystkie ścieżki, polanki, plaże. To prawdziwie magiczny, życiodajny obszar. Tu, co roku, ładuję akumulatory, nabieram sił i czuję się szczęśliwym człowiekiem. Przyroda przez lata zachowuje tu jeszcze swój dziewiczy urok.  Kiedy więc dowiedziałam się, że Lasy Państwowe mają problem z uporządkowaniem i zagospodarowaniem opuszczonego przez wojsko terenu w Lubiatowie, zaczęłam marzyć, by zdobyć go dla osób chorych i niepełnosprawnych z całej Polski i wybudować tu całoroczny ośrodek terapeutyczno-rehabilitacyjno-wypoczynkowy. Nie miałam jeszcze wtedy fundacji, zwróciłam się więc do pewnej organizacji, zdradziłam swój pomysł i okazję, jaka się nadarza. Niestety, usłyszałam, że to tylko kłopot, że przecież są w Polsce różne opuszczone budynki. No… wprawdzie nie w tak pięknym miejscu, ale można je przerobić na taki dom dla osób niepełnosprawnych. Na szczęście właśnie wtedy los sprawił, że sama założyłam fundację. Gdy była już zarejestrowana i miałam osobowość prawną, moje marzenie ożyło. Natychmiast zadzwoniłam do Lasów Państwowych w Warszawie z pytaniem, czy problem w Lubiatowie jest już rozwiązany. Nie był. Napisałam pierwsze pismo z prośbą o przekazanie tej ziemi fundacji „Mimo Wszystko”. Opisałam marzenie, cel, sens i powagę takiego przedsięwzięcia.

– Z jakim efektem?

– Łatwo nie było, ale się udało. Dość szybko teren został odtajniony, przekazany nam w dzierżawę. Podpisaliśmy wszystkie umowy i z energią ruszyliśmy do realizacji naszego marzenia. Ogłosiliśmy i przeprowadzili konkurs przez SARP na budowę budynku warsztatów terapeutycznych i całego ośrodka. Uporządkowaliśmy teren, rozebrali i wywieźli wojskowe baraki. Uzbroiliśmy dokładnie cały teren i  zaczęliśmy budowę. Najpierw postanowiliśmy stworzyć tu dzienne warsztaty terapeutyczne  dla osób z niepełnosprawnościami z gminy Choczewo i Gniewino. Potem mieliśmy tu stworzyć miejsce terapii i wypoczynku dla rodzin z dziećmi niepełnosprawnymi, dla kobiet, które spodziewają się dziecka z zespołem Downa. Ludzie obciążeni problemami niepełnosprawności w rodzinie mogliby w takim miejscu dzielić się doświadczeniami, radami, pomagać sobie, zawierać przyjaźnie. Marzyłam i marzę też  o tym, by stworzyć tu dom uśmiechniętej, spokojnej starości dla osób z zespołem Downa. Znam losy takich osób, którym umierają rodzice. Zostają sami, bezradni, skazani na mieszkanie w DPS. Znam też cierpienie starzejących się rodziców, którzy piszą mi: „Nie mogę spokojnie umrzeć. Co stanie się z moim dzieckiem? Kto będzie je kochał i rozumiał?”. W takiej specjalnie dla nich wybudowanej placówce łatwiej by było stworzyć życzliwą atmosferę domu.

– Chyba realia odarły Panią z marzeń. W 2010 roku rozpoczął się pierwszy etap inwestycji: budowa w Lubiatowie Warsztatów Terapii Zajęciowej, pierwszej tego rodzaju placówki w gminie Choczewo i okolicy. Jednak, zaledwie kilkanaście miesięcy później, cała inwestycję zablokowano, ponieważ już wtedy wyznaczono Lubiatowo jako jedną z możliwych lokalizacji elektrowni jądrowej.

– Dla mnie i całej fundacji „Mimo Wszystko” był to niezwykle trudny moment. Wydaliśmy już przecież społeczne pieniądze nie tylko na projekty, badania ekologiczne, uporządkowanie oraz uzbrojenie terenu. Budowa budynku warsztatów była już ukończona w połowie.

– Sytuacja patowa.

– Czułam się przez chwilę jak Syzyf, któremu kamień właśnie spadł na głowę. Wstrzymaliśmy budowę. Nie przespałam wielu nocy, odbyłam dziesiątki rozmów, pokonałam w tej sprawie wiele kilometrów. Jednego byłam pewna: nie dopuszczę do tego, by, w wyniku rządowych decyzji, zmarnowała się choćby złotówka społecznych pieniędzy. Gdybyśmy z wszystkiego zrezygnowali, byłoby to marnotrawstwem ogromnych społecznych pieniędzy.  Byłam na wielu spotkaniach z najważniejszymi władzami państwowymi, leśnymi, z różnymi fachowcami, ekspertami od elektrowni jądrowych, bezpieczeństwa energetycznego kraju. Po wszystkich konsultacjach wiedziałam, że muszę sama zdecydować. Mogłam zaryzykować i zakończyć budowę tych warsztatów albo poddać się i wszystko zaprzepaścić. Postanowiliśmy ratować marzenia. Pomyślałam, że nawet gdyby w Lubiatowie taka elektrownia rzeczywiście miała powstać, nastąpi to dopiero za kilkanaście, kilkadziesiąt lat. Przez ten okres warsztaty terapeutyczne mogą służyć ludziom z niepełnosprawnościami z terenu gminy Choczewo, którzy, niestety, nie mają dostępu do takiej terapii, jaka ma miejsce w Krakowie, Warszawie czy innych dużych miastach. Najczęściej siedzieli oni pozamykani w domach i czuli się dramatycznie bezużyteczni. Uważałam, że jeśli nawet te warsztaty miałyby im służyć tylko przez dziesięć lat, to i tak warto je budować.

– Gratuluję intuicji. Od listopada 2014 roku Warsztaty Terapii Zajęciowej w Lubiatowie tętnią życiem. Uczestnicy podkreślają, że zajęcia w placówce nadają sens ich codzienności.

– To  zasługa moich wspaniałych pracowników, kadry, która prowadzi warsztaty, specjalistów tam zatrudnionych. Nie tylko w mojej opinii jest to placówka wzorcowa. Serce rośnie, kiedy tam przyjeżdżam. Od początku chciałam, by siedziba warsztatów służyła nie tylko osobom z niepełnosprawnościami, ale także całej lokalnej społeczności. I to się udaje. Obecnie pandemia jest problemem. Pokrzyżowała ona wiele naszych lokalnych zamierzeń nad Bałtykiem. Nie damy się jednak zniechęcić.

– Zatem jakie są dalsze plany?

– Po pięciu latach badań przekazany nam teren w Lubiatowie został odblokowany. Wiadomo już, że elektrownia jądrowa nie powstanie w miejscu, który został przekazany fundacji, lecz na obszarze oddalonym na zachód. Niestety, obecna sytuacja ekonomiczna kraju, kryzys spowodowany m.in. pandemią sprawił, że nie mamy teraz szans zdobyć środków na budowę mojego ośrodka marzeń. Coraz więcej ludzi potrzebuje pomocy, codzienność staje się coraz cięższa. Nie udźwigniemy obecnie budowy ośrodka rehabilitacyjno-wypoczynkowego, o jakim marzyłam. Jednak do maja 2022 roku – po rozstrzygnięciu konkursu ofert – wybudujemy tam małogabarytowe obiekty turystyczne.

– Czemu one mają służyć?

– Planujemy wybudować te obiekty, aby pomóc rodzinom, które potrzebują wsparcia w opiece nad swoimi niepełnosprawnymi bliskimi. Będzie to rodzaj opieki wytchnieniowej. Mamy do tego znakomite warunki. Podczas gdy, rodzice lub opiekunowie osoby z niepełnosprawnością udadzą się na spacer albo wycieczkę, nasi terapeuci z warsztatów zaopiekują się ich podopiecznymi. Jest jeszcze jedna rzecz, która w tych planach ogromnie mnie cieszy: obsługą obiektów wypoczynkowych, w dużej części, będą zajmowali się uczestnicy naszych Warsztatów Terapii Zajęciowej, którzy do tego rodzaju pracy nabyli odpowiednich umiejętności. Dla części z nich będzie to pierwsza praca zarobkowa. Od ponad dwóch dekad poznaję losy osób z niepełnosprawnościami, w tym z niepełnosprawnością intelektualną, oraz ich rodzin. Wiele tych historii jest porażających i trudnych do wyobrażenia, by mogły się dziać w XXI wieku. Dlatego wiem, że stworzenie dla nich, nad polskim morzem, takiego  miejsca wytchnienia jest koniecznością, a nie tylko marzeniem. I wierzę, że to moje marzenie się spełni.

Rozmawiał Wojciech Szczawiński

 

Może Cię zainteresować

Optymizm dodaje sił

26.05.2022

Gościem jutrzejszego programu „Anna Dymna – Spotkajmy się” będzie Jacek Papież, który zmagał się ze szpiczakiem mnogim, rzadkim nowotworem krwi.

I dla ducha, i ciała

25.05.2022

Maj jest niezwykle emocjonujący i satysfakcjonujący dla naszych podopiecznych z „Doliny Słońca”. W tym miesiącu poczuli się szczególnie docenieni. Po raz kolejny przekonali się, że ich artystyczne zajęcia w pracowniach ośrodka w podkrakowskich Radwanowicach mają wartość oraz sens. Ale nie tylko one.

Dołącz do newslettera