Aktualności

Każdy porusza się na wózku inwalidzkim

28.04.2017

Za niespełna miesiąc, już po raz 14., na krakowskim Rynku odbędą się Ogólnopolskie Dni Integracji „Zwyciężać Mimo Wszystko”. O założeniach tego projektu Anna Dymna opowiedziała szczegółowo w niedawno wydanym wywiadzie rzece, zatytułowanym „Warto mimo wszystko”.

– Niektórzy twierdzą, że kiedy Anna Dymna mówi o osobach niepełnosprawnych, eksponując ich siłę ducha albo głębię spojrzenia na życie, to wypowiada się w tak patetycznym tonie, iż człowiek w pełni zdrowia i sił może się poczuć istotą drugiej kategorii. Czy nie uważa Pani, że momentami popada Pani w przesadę?

– Panie, co Pan do mnie mówisz? Nigdy i nigdzie nie twierdziłam, że osoba niepełnosprawna jest lepsza od pełnosprawnej. Podkreślam jedynie, że to taki sam człowiek jak każdy. Ale że ma trudniej: bo cierpi, bo czasami uważa, że cały świat jest przeciwko niemu, bo codziennie napotyka przeróżne bariery. Dlatego rozumiem ludzi niepełnosprawnych i wielu z nich podziwiam. Nie wiem, jak sama bym się zachowywała w ich sytuacji: gdybym na przykład miała amputowane nogi albo połamany kręgosłup i musiała leżeć zamknięta w nieruchomym ciele. Albo gdybym chciała napić się wody, a nie mogła sięgnąć po szklankę. Jeśli o wszystko musiałabym prosić, być może trafiłby mnie szlag, zanim bym zaakceptowała siebie w nowej sytuacji. Droga do tego, żeby odbić się od cierpienia, bywa bolesna, kręta, bardzo daleka.

W tym roku na krakowskim Rynku Głównym spotkamy się już po raz czternasty, fot.: Agnieszka Ożga-Woźnica

Niedawno w programie „Spotkajmy się” gościłam mężczyznę, który w wieku dwudziestu lat połamał kręgosłup. Opowiadał mi, jak go całkowicie sparaliżowało, jak po pobytach w szpitalach, po operacjach, nie wiedząc, co z nim dalej będzie, wreszcie znalazł się w domu. Odwrócił się od wszystkich, wszystkich „gryzł”, nienawidził całego świata, a najwięcej swojej matki, która najbardziej się nim opiekowała. Wielokrotnie słyszałam takie historie. Wiem też, że wiele osób niepełnosprawnych pije z rozpaczy na umór, kompletnie się gubi. Czy Pan słyszał kiedykolwiek, że wychwalam publicznie takie zachowania? Nigdy nie gloryfikowałam osób niepełnosprawnych, bo taka gloryfikacja byłaby bzdurą. Mówię jedynie o prawdziwych cudach, które się dzieją, kiedy tacy ludzie odbijają się od dna własnej rozpaczy.

Uważam, że jako prezes fundacji „Mimo Wszystko”, która zajmuje się pomocą osobom ciężko chorym i niepełnosprawnym w całej Polsce, mam obowiązek mówić o takich rzeczach. Również o tym, o czym przekonałam się wielokrotnie, poznając życie wielu ludzi dramatycznie potraktowanych przez los: że gdy obok ma się przyjaciela, to można zdobyć każdy szczyt, wyjść z każdej ciemności, można nauczyć się na nowo kochać życie, biegać bez nóg, widzieć bez oczu… I normalnie żyć. Właśnie dlatego moja fundacja we wrześniu 2008 roku zorganizowała wyprawę na Kilimandżaro. Przy wsparciu fachowej ekipy Biały Dach Czarnego Lądu zdobywało wtedy dziewięć osób z różnego rodzaju niepełnosprawnościami: niewidomi, poruszający się na wózkach, o kulach. Czy ich zakończona sukcesem wyprawa, czyli dotarcie niemal do wierzchołka najwyższej góry Afryki, nie daje do myślenia? Z tego samego powodu organizujemy też Ogólnopolskie Dni Integracji „Zwyciężać Mimo Wszystko”, Festiwal Zaczarowanej Piosenki oraz inne projekty.

Podczas Ogólnopolskich Dni Integracji „Zwyciężać Mimo Wszystko” można spotkać tak niezwykłych ludzi jak Janusz Świtaj, który, jako pierwszy Polak, domagał się prawa do zaprzestania stosowania wobec niego uporczywej terapii, ale dzisiaj chce żyć i żyje pełnią, fot.: Martyna Szulakiewicz

– I Ogólnopolski Dzień Integracji „Zwyciężać Mimo Wszystko” odbył się na krakowskim Rynku Głównym w 2004 roku. Jakie było założenie tego projektu?

– Fundacja „Mimo Wszystko” zajmuje się nie tylko pomocą w leczeniu, edukacji czy rehabilitacji osób niepełnosprawnych, ale także zmienianiem społecznego wizerunku tych ludzi. Długo szukałam przestrzeni, w których nie będzie widać kalectwa i które nie będą też skłaniać do taniego współczucia ani epatować cierpieniem. Zrozumiałam, że tego rodzaju artystyczno-sportowe wydarzenie ukaże osoby niepełnosprawne w zupełnie innym świetle. Przecież sport, śpiew, sztuki plastyczne, rękodzieło, poezja, teatr to płaszczyzny, na których człowiek niepełnosprawny może się w pełni realizować: w akcie tworzenia czy sportowych zmaganiach uwalnia się od bólu i choroby, pokazuje swoje ogromne możliwości, przekracza wszelkie bariery pozornych przeszkód, by stanąć przy zdrowej osobie i, niejednokrotnie, zawstydzić jej lenistwo, niemoc albo bylejakość życia.

Na Ogólnopolskie Dni Integracji „Zwyciężać Mimo Wszystko” zapraszamy do Krakowa ludzi, dla których nie ma rzeczy niemożliwych, a słowa „bariera”, „ograniczenie” są abstrakcją. I wtedy na Rynku Głównym dzieją się prawdziwe cuda: ludzie bez nóg grają w futbol, rozgrywają zacięte mecze, podobnie jak piłkarze niewidomi. Odwiedzają nas także osoby po przeszczepach, kończąc swój rowerowy rajd z Zabrza do Krakowa. Gościmy tak niezwykłe postacie jak Bartek Ostałowski, który jest jedynym na świecie kierowcą rajdowym po amputacji rąk, posiadaczem licencji Międzynarodowej Federacji Automobilowej. Jest z nami Natalia Partyka, która walczy i na igrzyskach olimpijskich, i na paraolimpiadzie. W trudnych chwilach myślę o tych wszystkich niepełnosprawnych zawodnikach, o ich wyczynach i zwyczajnie biorę się w garść.

Bartłomiej Ostałowski, mimo że ma amputowane ręce, jest znakomitym kierowcą rajdowym (w towarzystwie Zbigniewa Zamachowskiego i Krzysztofa Głombowicza podczas 12. Ogólnopolskich Dni Integracji „Zwyciężać Mimo Wszystko”), fot.: Gabriela Szewczyk

W czerwcu są też z nami na Rynku inni wspaniali sportowcy: Dariusz Michalczewski, Przemysław Saleta, Bogdan Wenta, Zenon Jaskuła i wielu innych. Są aktorzy, studenci szkoły teatralnej. A podczas koncertu wieczornego, który wieńczy Ogólnopolskie Dni Integracji „Zwyciężać Mimo Wszystko”, przedstawiamy działalność mniejszych fundacji oraz stowarzyszeń. Siedzę wtedy na scenie i razem z Piotrem Polkiem rozmawiam z przedstawicielami tych organizacji. Dowiaduje się o nich cała Polska, bo koncert emituje TVP2.

– Promuje Pani konkurencję?

– Panie, jaką konkurencję?! Od kiedy zajmuję się działalnością charytatywną, z uporem powtarzam, że organizacje pozarządowe powinny z sobą współpracować. Przecież to, co robimy w naszych fundacjach, może się udać tylko dzięki zaufaniu i życzliwości społeczeństwa. Dlatego tak ważna jest ta współpraca. Wszyscy mamy bowiem ten sam cel: pomóc żyć godnie tym, którzy nie mogą sobie sami poradzić w codzienności. Naprawdę patrzymy w tym samym kierunku. Idziemy tą samą drogą zmieniania naszego świata na lepszy, rozjaśniania codzienności i pomocy człowiekowi, który cierpi, walczy z chorobą, jest zagrożony wykluczeniem społecznym. Staramy się, by nikt nie był obok nas bezradny i samotny. Oczywiście, każda z organizacji oddzielnie zabiega o darczyńców, realizuje własne projekty oraz plany, często bardzo różne. Jednak powinniśmy być zawsze razem, wspierać się i niejako uzupełniać. Parę lat temu zdecydowałam na przykład, że moja fundacja będzie dzielić się – po połowie – pieniędzmi ze wspaniałej akcji charytatywnej i aukcji „Choinki Jedynki”, którą, w okresie przedświątecznym, organizuje co roku Program Pierwszy Polskiego Radia. W ten sposób dotychczas wsparcie otrzymali podopieczni nie tylko moi, ale także Fundacji Andrzeja Brandstattera „Pro Artis”, Fundacji im. Brata Alberta, Stowarzyszenia Debra Polska „Kruchy Dotyk” i Fundacji „Wygrajmy Razem” z Dąbrowy Górniczej.
Pomagać mądrze i z uśmiechem nie jest łatwo w naszym kraju. Z różnych powodów. Czasem rzeczywistość zabija radość, odbiera energię i zniechęca. Ale gdy wzajemnie się wspieramy, wtedy nie dajemy się zniechęcić. Z większą siłą oraz skutecznością możemy pomagać potrzebującym. Widać to również podczas Ogólnopolskich Dni Integracji „Zwyciężać Mimo Wszystko”.

Również w tym roku Przemysław Saleta będzie z nami na Rynku w Krakowie, fot.: Jakub Kolbusz

– Powiedziała Pani kiedyś, że każdy człowiek porusza się na wózku inwalidzkim, tylko że czasami tych naszych wózków nie widać.

– Trudno ocenić, czy ja bądź Pan nie jesteśmy bardziej niepełnosprawni niż ten, kto jest całkowicie sparaliżowany albo żyje bez rąk i nóg. Czasami nosimy w sobie ułomności znacznie straszniejsze niż ciężkie choroby albo okaleczenia fizyczne: kompleksy, nienawiść, chciwość, lenistwo, bylejakość, znudzenie. Tymczasem w moim programie, w którym rozmawiam przecież z ludźmi dramatycznie doświadczonymi przez los, spotkałam tytanów siły, osoby pełne radości oraz wielkiej wiary w sens codzienności. To samo dzieje się na krakowskim Rynku podczas Ogólnopolskich Dni Integracji „Zwyciężać Mimo Wszystko”. Ludzie, których położenie może przerażać, którzy – zdawałoby się – powinni tonąć w rozpaczy, demonstrują tam swoją wielką energię i pasję istnienia. Pokazują, jak wspaniałą istotą jest człowiek. Jeśli jest mi smutno albo nie czuję się najlepiej, często telefonuję do któregoś z moich niepełnosprawnych przyjaciół. Po kilku minutach luźnej rozmowy znowu czuję się wspaniale.

– Czy dlatego twierdzi Pani, że określenie „niepełnosprawny” w odniesieniu do takich osób jest nadużyciem?

– Mam znajomych, kolegów, studentów, którzy nudzą się życiem. Nie chce się im pracować, a nawet bawić. Nie potrafią się śmiać i ciągle narzekają. Mają kompleksy i są egoistami zadowalającymi się powierzchownością doznań. Są zdrowi, silni, inteligentni, ale kompletnie nie wiedzą, co począć z własnym życiem. W niczym nie widzą sensu albo snują marzenia jedynie o rzeczach wielkich, ponieważ prostota życia ich nie zadowala. To oni są niepełnosprawni, nie zaś ci, którym brakuje ręki, nogi albo są niewidomi.

Fragment rozmowy Wojciecha Szczawińskiego Anną Dymną pochodzi z książki „Warto mimo wszystko”, która ukazała się w kwietniu 2017 r. nakładem Społecznego Instytutu Wydawniczego „Znak”.

Może Cię zainteresować

Zobaczyć człowieka w człowieku

26.05.2017

Wczoraj, w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, odbyła się gala 6. Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego „Przychodzi wena do lekarza” im. Profesora Andrzeja Szczeklika. Anna Dymna, która poprowadziła wydarzenie, zasiada w jury konkursu od jego pierwszej edycji.

Trzeba mieć sporą wiarę w siebie

25.05.2017

Monika Kuszyńska, przyjaciel Zaczarowanej Piosenki, ambasadorka niepełnosprawnych artystów, Honorowy Ambasador Stolicy Polskiej Piosenki, opowiada o swoich zmaganiach z powrotem na scenę, udziela rad młodym wokalistom i mówi, co jest najważniejsze w byciu artystą muzykiem.

Dołącz do newslettera